Opinia
Jak PiS stał się zakładnikiem swoich wyborców?

Jak PiS stał się zakładnikiem swoich wyborców?

Jest rok 2005 upadające i lecące na łeb i szyję w dół SLD po rządach pełnych afer wie już, że nie utrzyma się u władzy. Sondaże wskazują, że stery przejmie, któraś z centroprawicowych partii powstałych kilka lat wcześniej. Liderzy obu ugrupowań czyli Jarosław Kaczyński i Donald Tusk deklarują wspólną koalicję. Po wyborach jednak wszystko się zmienia. Nie potrafią dogadać się co do podziału resortów i temat koalicji upada. Rodzi się za to największy konflikt polityczny w historii wolnej Polski. Platforma Obywatelska kontra Prawo i Sprawiedliwość.

Ten rys historyczny był potrzebny dlatego, żeby pokazać jak dwie bliskie sobie ideowo partie w ciągu kilkunastu lat się zmieniły, przez lata na tych różnicach budowali swoje wyniki wyborcze wmawiając społeczeństwu, że są mniejszym złem i jedyną alternatywą by nie rządzili Ci drudzy. Dzięki temu nawet jeśli nie wygrywali to zawsze byli co najmniej drudzy z ponad 20% poparciem w wyborach do sejmu. Wszystko wskazuje jednak na to, że pierwszy raz ta gra obróciła się przeciwko nim.

Pierwsza oberwała Platforma Obywatelska, z ich centroprawicowego rysu nie zostało już dzisiaj nic, żeby nikt nie sugerował im podobieństwa do PiSu skręcili w lewą stronę i stracili. Sondaże pokazują, że ich wyborcę centrowego i prawicowego przejął Szymon Hołownia, a po lewej stronie muszą się przepychać z odradzającą się Lewicą. Efekt? Coraz bardziej żałosne próby zjednywania sobie społeczeństwa koalicjami ze wszystkimi przeciwko tylko jednej frakcji.

Bez szwanku nie zostało też Prawo i Sprawiedliwość. Oni z kolei chcąc być odwrotnym biegunem do Platformy skręcili w prawo zapominając o swoim wyborcy bliżej centrum bo ten do momentu powstania Ruchu Szymona Hołowni i tak nie miał do kogo pójść. Skupili się na walce z Konfederacją o mocno prawicowy elektorat i wpadli w jego pułapkę.

Dlaczego? Bo wyborca skrajnie prawicowy jest bezkompromisowy. Nie wybacza zdrady ideowej, nie uznaje litości dla drugiej strony. Co za tym idzie chcąc go utrzymać musisz spełniać jego wolę zawsze i wszędzie. Jeden zły ruch i nie będzie wybaczenia tylko oddany głos na Konfederację.

Ten schemat świetnie widać w przypadku ostatniego problemu aborcji w Polsce. Jeszcze kilka lat temu podczas “czarnych marszy” Jarosław Kaczyński nie miał problemu z odrzuceniem ustawy obywatelskiej pro life, jednocześnie nawet wdając się w gierki z opozycją i głosując “za” rozpatrzeniem ustawy pro choice. Dziś nie może sobie na to pozwolić, gdyby wyrok Trybunału Konstytucyjnego był inny, PiS miałby poważny problem wewnątrz swojego elektoratu. Prawo i Sprawiedliwość wpadło w pułapkę i swoisty szantaż, z którego nie ma wyjścia po za jednym. Porażką w wyborach, bo tych nie wygrywa się twardym elektoratem, a niezdecydowanymi, którzy są coraz bardziej zdecydowani na to na kogo na pewno nie zagłosują.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.